Szukaj na tym blogu

Ładowanie...

sobota, 4 czerwca 2016

Tron szatana


„Aniołowi Kościoła w Pergamonie napisz: To mówi Ten, który ma miecz obosieczny, ostry. Wiem, gdzie mieszkasz: tam, gdzie jest tron szatana, a trzymasz się mego imienia i wiary mojej się nie zaparłeś, nawet we dni Antypasa, wiernego świadka mojego, który został zabity u was, tam gdzie mieszka szatan.” (Ap 2:12-13 BT).
***
Z jakich powodów miasto Pergamon, do którego adresowany jest jeden z listów w Apokalipsie, nazwany jest miejscem, gdzie jest „tron szatana” i gdzie „szatan mieszka”? Komentatorzy różnie to uzasadniają, ale większość z nich wskazuje na trzy ewentualne przyczyny, który sprawiły, że natchniony autor użył takich określeń w odniesieniu do tego miasta:

- Pergamon był miejscem, gdzie została wzniesiona pierwsza świątynia poświęcona kultowi cesarza. Tu cesarz Augustyn był czczony jako bóg, a odmowa złożenia ofiary ku jego czci była traktowana jako zdrada państwa;

- To również miejsce, gdzie na wzgórzu wznoszącym się na wysokość ok. 250 m. nad miastem stała świątynia Zeusa, z wielkim ołtarzem widocznym już z daleka, na którym składano ofiary ze zwierząt ku jego czci. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w starożytności ołtarz identyfikowano z tronem;

- Innym z najczęściej powtarzających się argumentów jest fakt, że miasto było centrum kultu boga-węża zwanego Asklepios i wąż stał się symbolem Pergamonu. W tym kontekście warto przypomnieć, że dopiero w Apokalipsie zostało wyraźnie objawione, że za „starożytnym wężem” krył się sam szatan (Ap 12:9).

Który z tych motywów zadecydował, że dla natchnionego autora, jak i z pewnością dla tych, do których kierował on swoje Objawienie, Pergamon był miejscem, gdzie szatan miał swój tron? Dziś nie możemy być tego całkowicie pewni. A może chodziło o połączenie niektórych czy nawet wszystkich wymienionych elementów? Dla żydów kult bożków był utożsamiany z kultem demonów. Tę perspektywę przejęli chrześcijanie, o czym możemy przekonać się czytając Nowy Testament:

„A pozostali ludzie, nie zabici przez te plagi, nie odwrócili się od dzieł swoich rąk, tak by nie wielbić demonów ani bożków złotych, srebrnych, spiżowych, kamiennych, drewnianych, które nie mogą ni widzieć, ni słyszeć, ni chodzić. Ani się nie odwrócili od swoich zabójstw, swych czarów, swego nierządu i swych kradzieży.” (Ap 9:20-21 BT).

„Lecz po cóż to mówię? Czy może jest czymś ofiara złożona bożkom? Albo czy sam bożek jest czymś? Ależ właśnie to, co ofiarują poganie, demonom składają w ofierze, a nie Bogu. Nie chciałbym, byście mieli coś wspólnego z demonami.” (1 Kor 10:19-20 BT).

Jeśli tak, to identyfikowanie Zeusa, najwyższego boga w panteonie greckim, z szatanem, księciem demonów, byłoby naturalną konsekwencją takiej identyfikacji. Być może jest to powód, dla którego wielu, a może nawet większość współczesnych uczonych skłania się ku opinii, że Pergamon został nazwany miejscem, gdzie jest tron szatana właśnie ze względu na umieszczony tam ołtarz Zeusa.[1]

Gdzie dzisiaj się on znajduje? Już nie w Bergamie (współczesna nazwa starożytnego Pergamonu), ale w Berlinie, a dokładnie w Muzeum Pergamońskim. Wybudowano go w latach 1910-1930 r. Tu został zauważony przez Alberta Speera, i stał się dla niego natchnieniem przy budowie trybuny i placu (Zeppelinfeld) w Norymberdze, gdzie Hitler organizował wiece członków NSDAP.[2]

O ołtarzu pergamońskim w Berlinie wiedziałem już od dawna. Miałem nawet okazję zobaczyć go w 1993 r. Ale teraz myśl o nim powróciła na nowo, a stało się to po wysłuchaniu świadectwa nawrócenia Lecha Dokowicza. Warto wysłuchać całego nagrania trwającego 100 minut, bo kto zacząłby od 60-tej minuty, nie zrozumiałby przesłania całości: https://www.youtube.com/watch?v=U3P7M_YMsjs Lech Dokowicz był mocno zaangażowany w muzykę techno. Jego kariera wiązała się z powolnym odchodzeniem od Boga, z jednoczesnym oddawaniem coraz większych obszarów swojego życia szatanowi. Wiązało się to w przełomowym momencie z postrzeganiem rzeczywistości duchowej w sposób niedostępny innym. Dokowicz nazywa to swoistą „nadwrażliwością”, która u niego trwała kilka tygodni. Wyrażała się ona w tym, że na przykład patrząc na danego człowieka potrafił powiedzieć, czy jest blisko czy daleko od Boga. W 60-tej minucie tego nagrania mówi o tym, że chcąc dotrzeć z Niemiec do Polski przejeżdżał przez Berlin. I właśnie to miasto przeżył najgorzej. „To miasto” – mówi – „jawiło mi się jak gniazdo węży. To było coś okropnego, kiedy poruszałem się przez te wszystkie ulice”. Dostał się do Berlina Wschodniego, skąd odjeżdżał pociąg do Gdyni. Dopiero w pociągu, po około półtoragodzinnej jeździe poczuł zmianę aury duchowej. Nagle poczuł, że „coś się zmieniło” – mówi. Kiedy zastanawiał się, co takiego, doszedł do wniosku, że nie czuł już tej złej obecności duchowej, którą odczuwał wyraźnie aż do tego momentu. Nie wiedział, jak to wytłumaczyć, ale po chwili zorientował się, że pociąg wjechał do Polski. Dopiero w Polsce Lech Dokowicz przestał odczuwać zagrażającą atmosferę duchową, która towarzyszyła mu przez ostatnie dni. Zaś najsilniej odczuwał ją przejeżdżając przez Berlin.

Egzorcyści wskazują na powiązanie obecności złego ducha z przedmiotami. Dzieje się tak, kiedy dany przedmiot został ofiarowany szatanowi (na przykład przez użycie go w kulcie bożków), to w jakiś sposób stał się jego własnością. Dzieje się tak też z ludźmi, którzy oddają się szatanowi przez kult złego lub przez grzech. Wyrwanie się z tej niewoli jest możliwe, ale oznacza walkę. Czasem długą i uciążliwą, ale ponieważ Bóg jest silniejszy od szatana, dlatego kto oddał się Bogu i wiernie przy Nim trwa, nie może tej walki przegrać.

Jeśli ołtarz Zeusa, za pośrednictwem którego czczono szatana, został przewieziony z Bergamy do Berlina, to odtąd właśnie to miasto stało się miejscem, gdzie znajduje się „tron szatana”, a to wiąże się z jego szczególną tam obecnością i działaniem. Dlatego sądzę, że dobrze się stało, iż Polska została oddana Maryi, a biskupi już w najbliższą uroczystość Chrystusa Króla dokonają intronizacji Chrystusa na Króla Polski. Trzeba, aby każdy z nas duchowo łączył się z tym aktem oddając siebie, swoją rodzinę i całą Ojczyznę Chrystusowi, aby On mógł być naszym Panem i Królem. Wtedy szatan nie będzie mógł wyrządzić nam istotnej szkody.

„Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was. Przystąpcie bliżej do Boga, to i On zbliży się do was.” (Jk 4:7-8 BT).

„Albowiem Pan jest twoją ucieczką, jako obrońcę wziąłeś sobie Najwyższego. Niedola nie przystąpi do ciebie, a cios nie spotka twojego namiotu, bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień. Będziesz stąpał po wężach i żmijach, a lwa i smoka będziesz mógł podeptać. Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie; osłonię go, bo uznał moje imię.” (Ps 91:9-14 BT)
***


Zdjęcie: wikipedia
Animacja starożytnego Pergamonu:


Muzeum Pergamońskie w Berlinie:




[2] http://cbn.uds.ak.o.brightcove.com/734546207001/734546207001_1405448270001_EZ29Tv1-Pergamum-P2-Teaching-WS-HD720-copy.mp4  W internecie można znaleźć informacje wskazujące na to, że fascynacja ołtarzem pergamońskim była (a może wciąż jest) obecna także w USA: https://stop-obama-now.net/obamas-shrine-to-satan/

wtorek, 31 maja 2016

Krzyż Jezusa był zamiast radości, czy dla radości?

„Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości” (Hbr 12:11 BT).

***

Pytanie w tytule odnosi się do wersetu Hbr 12:2. Jest on różnie tłumaczony. Poniżej cztery przykłady:

„Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast (ἀντὶ, czyt.: anti) radości, którą Mu obiecywano (προκειμένης, czyt.: prokeimenes), przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga” (Biblia Tysiąclecia).

„Patrząc na Jezusa, wodza i dokończyciela wiary, który dla (ἀντὶ) wystawionej (προκειμένης) sobie radości, podjął krzyż, wzgardziwszy sromotę, i usiadł na prawicy stolicy Bożej” (Biblia Gdańska, 1663 r.).

„Patrząc na Jezusa, twórcę i dokończyciela wiary, który z powodu (ἀντὶ) przygotowanej (προκειμένης) mu radości wycierpiał krzyż, nie zważając na hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga” (Uwspółcześniona Biblia Gdańska, 2009 r.).

„Utkwijmy wzrok w Jezusie, w Tym, który wzbudza i doskonali wiarę, i który ze względu (ἀντὶ) na czekającą (προκειμένης) Go radość wycierpiał krzyż, nie zważając na hańbę, i zajął miejsce po prawej stronie tronu Boga” (Nowe Przymierze).

Zasadnicza różnica pomiędzy tymi wersjami wynika z różnych tłumaczeń dwóch słów greckich: ἀντὶ i προκειμένης (forma podstawowa: πρόκειμαι, czyt.: prokeimai)

Timophy Friberg, autor “Analytical Lexicon of the Greek New Testament” wyjaśnie znaczenie tych słów w następujący sposób:

2262  ἀντί przyimek łączący się z dopełniaczem, pierwotnie [w grece klasycznej] odnosił się do miejsca naprzeciwko; w sensie przenośnym w NT (1) dla wskazania podmiany: zamiast, w miejsce (Łk 11:11; Mt 20:28 i Mk 10:45 przynależy tu też; J 1:16 wskazuje podmianę sukcesywną); (2) dla wskazania, że jedna rzecz jest ekwiwalentem innej: za, jako, w miejsce (1 Kor 11:15); (3) w sensie ὑπέρ dla, ze względu na (Mt 17: 27); (4) dla oznaczenia przyczyny: . τούτου dlatego, z tej przyczyny (Ef 5:31);  ἀνθ ὧν ponieważ, dlatego, że (Łk 1, 20; (5) dla wskazania rezultatu ἀνθ ὧν, sugerując, że jedna rzecz wynika z drugiej więc, dlatego (Łk 12:3).[1]

23080  πρόκειμαι (1) leżeć przed, być wystawionym na publiczny widok; o ciałach umarłych być wystawionym na widok; o zburzonych miastach ukazanych jako przykład istnieć dla wszystkich, aby mogli zobaczyć (Jud 7); (2) w sensie przenośnym, o zaplanowanym celu lub szansie leżeć przed, być widocznym (Hbr 12:1); (3) o postawie być w danym miejscu, być obecnym (2 Kor 8:12).[2]

Wszystkie przytoczone powyżej tłumaczenia uwzględniają znaczenie leksykalne wyróżnionych słów. Jednak zarówno kontekst mniejszy (werset 12:2), jak i większy tego wersetu uwzględniający cały poprzedni rozdział i rozdział dwunasty Listu do Hebrajczyków, czy wreszcie całego Pisma św., przekonują mnie, że te protestanckie tłumaczenia lepiej oddają myśl autora natchnionego. Rozdział jedenasty ukazuje bowiem szereg postaci z przeszłości Izraela podanych jako przykłady wytrwałości w wierze.  A wytrwali oni w wierze właśnie dlatego, że nie koncentrowali się na tym, co widzialne, ale raczej „przez wiarę” (lub: „w wierze”) wpatrywali się w to, co niewidzialne. „W wierze pomarli oni wszyscy, nie osiągnąwszy tego, co im przyrzeczono, lecz patrzyli na to z daleka i pozdrawiali, uznawszy siebie za gości i pielgrzymów na tej ziemi. Ci bowiem, co tak mówią, okazują, że szukają ojczyzny. Gdyby zaś tę wspominali, z której wyszli, znaleźliby sposobność powrotu do niej. Teraz zaś do lepszej dążą, to jest do niebieskiej.” (Hbr 11:13-16 BT). Wszyscy ci bohaterowie ST, przykłady wiary, umieli zrezygnować z ulotnej rozkoszy grzechu, aby raczej cierpieć dla niebieskiej ojczyzny. I ta sama myśl zawarta jest w interesującym nas wersecie (Hbr 12:2). W nim autor wzywa słuchaczy (lub czytelników) do wpatrywania się w Jezusa, który „dla przygotowanej (czekającej na Niego po cierpieniach krzyża) Mu radości podjął krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i zasiadł  po prawicy tronu Boga”. Moim zdaniem, taki sens tego wersetu lepiej wkomponowuje się w argumentację autora zawartą w tych dwóch rozdziałach (11 i 12), a także wierniej odpowiada temu, co było zapowiedziane o Panu i Jego zbawczym cierpieniu (krzyż) już w ST:

„Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem. Jeśli On wyda swe życie na ofiarę za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe przedłuży, a wola Pańska spełni się przez Niego. Po udrękach swej duszy, ujrzy światło i nim się nasyci. Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie. Dlatego w nagrodę przydzielę Mu tłumy, i posiądzie możnych jako zdobycz, za to, że Siebie na śmierć ofiarował i policzony został pomiędzy przestępców.” (Iz 53:10-12 BT).

Akurat tak się składa, że z tych czterech przytoczonych powyżej tłumaczeń wersetu Hbr 12:2, protestanckie są tymi, które lepiej oddają myśl autora Listu do Hebrajczyków. Niestety, nie mam dostępu do innych polskich wydań katolickich ani do piątego wydania Tysiąclatki. Mam za to dostęp do elektronicznej wersji zarówno łacińskiej (Nova Vulgata – typiczne tłumaczenie łacińskie), jak i angielskiej (New American Bible) oraz niemieckiej (Einheitsübersetzung), które stanowią podstawę dla lekcjonarzy katolickich w języku angielskim i niemieckim (podobnie jak BT dla polskiego). Wszystkie one zgodnie wyrażają sens: „Jezus dla (lub: ze względu na) czekającej Go radości, podjął krzyż”:

„…qui pro gaudio sibi proposito sustinuit crucem…” (Nova Vulgata).

For the sake of the joy that lay before him he endured the cross…” (New American Bible).

„Er hat angesichts der vor ihm liegenden Freude das Kreuz auf sich genommen“ (Einheitsübersetzung).



[1] 2262  ἀντί preposition with the genitive, originally with a local sense over against, opposite; used figuratively in the NT (1) to indicate a replacement instead of, in place of (LU 11.11; MT 20.28 and MK 10.45 also belong here; JN 1.16 indicates a successive replacement); (2) to indicate one thing as equivalent to another for, as, in place of (1C 11.15); (3) in the sense of ὑπέρ on behalf of, for, for the sake of (MT 17.27); (4) to indicate a cause: . τούτου for this reason, that is why (EP 5.31); ἀνθ ὧν because, in return for which (LU 1.20); (5) to indicate a result ἀνθ ὧν, implying one thing for another so then, therefore (LU 12.3).

[2] 23080  πρόκειμαι (1) lie before, be on public display; of dead bodies be exposed to view; of destroyed cities exhibited as an example exist for all to see (JU 7); (2) figuratively, of a prescribed goal or prospect lie ahead, be set before (HE 12.1); (3) of an attitude be present, be there (2C 8.12).

niedziela, 15 maja 2016

Przybądź, Duchu Święty!

W szkole średniej usłyszałem głos powołania, ale starałem się go nie dopuścić do siebie. I tak trwało to kilka lat. Chciałem mieć pewność, że to jest rzeczywiście głos Pana Boga, a nie jakieś złudzenie czy pragnienie ucieczki od życia. Pragnąłem stuprocentowej pewności, którą dałoby mi doświadczenie podobne do tego, które było udziałem Szawła pod Damaszkiem. Inną trudnością była świadomość, że w momencie, kiedy zdecyduję się na małżeństwo, droga do kapłaństwa zostanie zamknięta, i odwrotnie: wybór kapłaństwa oznacza rezygnację z małżeństwa. Jeśli chodzi o ten pierwszy problem, to jego rozwiązaniem było przekonanie, że prawdopodobnie nigdy nie będę miał 100 % pewności, a skoro tak, to musi mi wystarczyć te 99 albo może choćby 95 %. Tzn., zrozumiałem i zaakceptowałem to, że Pan Bóg nie objawi mi się osobiście mówiąc: „Twoją drogą jest kapłaństwo” (na początku nie myślałem o zakonie. To przyszło dopiero później). Jeśli chodzi o konieczność wyboru pomiędzy małżeństwem, a kapłaństwem, zrozumiałem, że jeśli nie zdecyduję się na żadną z tych dróg, właśnie dlatego, żeby mieć możliwość wyboru, to NIGDY nie wybiorę! Innymi słowy, zrozumiałem, że muszę dokonać jakiegoś wyboru, chociaż każdy wiąże się z pewnym ryzykiem. Po tych przemyśleniach, na które potrzebowałem kilka lat, w końcu powiedziałem Bogu: „Tak”, zgadzając się na drogę, którą dla mnie wybrał. W momencie podjęcia decyzji zbliżałem się do 25 roku życia. Skutkiem takiej zwłoki w seminarium byłem 6-8 lat starszy od swoich kolegów kursowych.

Jak to się stało, że zostałem franciszkaninem? Chociaż początkowo nie myślałem o zakonie św. Franciszka, bo najpierw brałem pod uwagę seminarium diecezjalne, potem przez jakiś czas wydawało mi się, że klasztor paulinów na Jasnej Górze to miejsce dla mnie, to jednak w końcu zapragnąłem zrealizować swoje powołanie właśnie w tym zakonie. Dlaczego akurat franciszkanie? Decydującą rolę odegrał św. Ojciec Pio, wtedy oczywiście jeszcze nieogłoszony nawet błogosławionym. Dzięki książce Czesława Ryszki zetknąłem się z jego postacią. Po jej lekturze już wiedziałem, że chcę być w tym zakonie, w którym on służył Bogu. Dlaczego więc nie zostałem kapucynem? Bo wtedy jeszcze nie wiedziałem o różnych gałęziach zakonu św. Franciszka. To, co mnie zachwyciło w postaci św. Pio, to cuda, które Pan Bóg sprawiał przez jego ręce. Było to dla mnie potwierdzenie tego, że wiara chrześcijańska jest wciąż żywa. Wiele razy słyszałem o cudach, które działy się przez ręce Apostołów i innych uczniów Chrystusa w początkach chrześcijaństwa. To one były znakiem działania Ducha Świętego. Nie słyszałem jednak o takich cudach, które dokonywały się współcześnie.

No właśnie, o wiele więcej czasu, niż to miało miejsce w czasie rozeznawania życiowego powołania, potrzebowałem na to, żeby zrozumieć, że Duch Święty działa także, a nawet przede wszystkich wtedy, kiedy owoce Jego działania nie są takie spektakularne, jak w życiu włoskiego stygmatyka. W życiu wierzących codziennie dzieją się małe i większe cuda. Nie dalej, jak wczoraj rozmawiałem z parafianinem, który zadzwonił do mnie, aby podzielić się radosną wiadomością: Guz mózgu zniknął! Lekarz przy ostatniej wizycie powiedział mu, że nie ma guza, i stwierdził, że pewnie wcześniejsza diagnoza była fałszywa. A przecież obecność tego guza potwierdziły dwa różne i niezależne badania! Lekarz robiący ostatnie badanie nie mógł uwierzyć, że wcześniejsze wyniki były poprawne. Tłumaczył to pomyłką. Kiedy mój znajomy oprócz wyników rezonansu magnetycznego pokazał mu wcześniejsze wyniki badanie tomografem komputerowym, lekarz bardzo się dziwił i nie widział żadnego wytłumaczenia. „Był pan u lekarza?”. „Brał pan jakieś leki?”. Jedynym „lekiem” była Nowenna Pompejańska, którą jego żona odmówiła dwukrotnie za swojego męża. Trzeba mieć wiarę, żeby prosić o cud i trzeba mieć, może nawet większą wiarę, żeby dokonany cud uznać.

Ale są jeszcze cuda innego rodzaju. Pamiętam staruszkę, której w pierwsze piątki przynosiłem Pana Jezusa. Kobieta była bardzo pobożna, co było powodem, że w jej rodzinie śmiano się z niej, bo wyrażała swoją wiarę w dziecięcy sposób. Słuchając Mszy św. przez radio, klękała na przeistoczenie. O prawdziwości jej wiary przekonała mnie pewna historia z jej życia. Długo modliła się za człowieka, który jej bardzo dokuczał. I po latach modlitwa została wysłuchana: Człowiek, za którego się modliła, z wroga stał się jej przyjacielem. Myślę, że to najpiękniejszy rodzaj cudów. Zmiana człowieka, jego nawrócenie do Boga, jest największym cudem, który sprawia Duch Święty. Dlatego największe cuda są ukryte przed okiem ludzkim – dzieją się w sercu człowieka i w konfesjonale.

Teksty do wyboru w uroczystość Zesłania Ducha Świętego przewidują wiele możliwych czytań, które opowiadają o różnych sposobach działania Ducha Świętego. Ale nie mogło zabraknąć tego:

„Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.

Wołajmy wraz z całym Kościołem:

„Przybądź Duchu Święty,
Ześlij z nieba wzięty
Światła Twego strumień. (…)


Obmyj co nieświęte,
Oschłym wlej zachętę,
Ulecz serca ranę”.

sobota, 14 maja 2016

"Jednorodzony". Co to znaczy?


Słowo “jednorodzony” używamy tylko do Jezusa, Bożego Syna. Ale co właściwie ono oznacza? „Raz urodzony”? Przecież właśnie o Nim mówią słowa kolędy: „Witaj Jezu nam zjawiony, witaj dwakroć narodzony, Raz z Ojca przed wieków wiekiem, a teraz z matki człowiekiem”. Czy nie jest to dziwnie, że jako jedynego nazywamy „Jednorodzonym” Tego, który jest „dwakroć narodzony”?

Co więc oznacza „jednorodzony”? Poniżej zamieszczam tłumaczenie własne tekstu D. Carsona, który odpowiada na to pytanie. Ale zanim przejdziemy do książki tego protestanckiego autora, chcę zwrócić uwagę na pewną różnicę pomiędzy polskim słowem „jednorodzony”, a jego angielskim odpowiednikiem. Polskiemu „jednorodzony” (od słowa „urodzić”) odpowiada angielskie słowo: „only-begotten” (od „beget”, spłodzić, urodzić). O ile polskie słowo skłania do odnoszenia go do relacji dziecko-rodzic raczej od strony dziecka, to angielskie skłania bardziej do patrzenia od strony rodziców. I ten właśnie kierunek jest bliższy znaczeniu greckiego czasownika γεννάω (gennaō, spłodzić, urodzić), który może odnosić się do obojga rodziców, a więc nie tylko do matki.

Tekst D. Carsona: „Uważa się powszechnie, że słowo μονογενής (monogenēs) pochodzi od złączonych słów: μόνος (monos, jedyny) i  γεννάω (gennaō, urodzić); a stąd jego znaczenie: ‘jednorodzony’.  Nawet na poziomie etymologii, odwoływanie się do rdzenia γεν (gen) – może prowadzić na manowce: μονογενής (monogenēs) równie dobrze może pochodzić od μόνος (monos, jedyny) oraz γένος (genos, rodzaj lub rasa), co w połączeniu prowadziłoby do znaczenia ‘jedyny w swoim rodzaju’, ‘niepowtarzalny’, itp. Jeśli zaś odwołamy się do użycia tego słowa, to odkryjemy, że LXX oddaje hebrajskie יָחִיד (yahîd) słowami ‘samotny’ lub ‘jedyny’ [np. Ps 22:21: ‘moje jedyne dobro’ (BP); Ps 25:16: ‘bo jestem samotny i nieszczęśliwy’ (BT)], które nie zawierają nawet cienia aluzji do ‘zrodzenia’. Jednak jest prawdą, że w Nowym Testamencie to słowo często odnosi się do relacji dziecka do rodzica, ale nawet tutaj wskazana jest ostrożność. W Hbr 11:17 jest powiedziane o Izaaku, że jest μονογενής (monogenēs) Abrahama, co na pewno nie może oznaczać ‘jedyny, którego spłodził’, bo przecież Abraham jest także ojcem Izmaela i dzieci Ketury (Rdz 25:1-2). Jednakże Izaak jest jedynym synem Abrahama, tzn. jego wyjątkowym i umiłowanym synem. Sedno problemu można ująć w ten sposób, że tłumaczenie: ‘Tak Bóg umiłował świat, że swojego jedynego (one and only) Syna dał…’ (J 3:16) nie wynika ani z nieuporządkowanego upodobania do parafrazowania, ani z perwersyjnego pragnienia zaprzeczania kardynalnym prawdom, ale ze studium języka”.[1]

Mówiąc po prostu: Jezus Chrystus jest Jednorodzonym Synem, to znaczy jedynym czyli mającym szczególną i wyjątkową z Ojcem relację, nieporównywalną z relacją, jaką mają wierzący w Niego, których w swojej dobroci czyni swoimi braćmi i dlatego Bożymi dziećmi, bo o ile Pan Jezus jest Synem Bożym z natury, wszystkie inne dzieci Boże są nimi z łaski usynowienia.

Benedykt XVI w książce „Jezus z Nazaretu”, cz. 1, pisze: „W końcu także u Jana słowo ‘Syn”’ ma swoje miejsce w modlitwie Jezusa, która oczywiście różni się od modlitwy stworzeń: [Modlitwa Jezusa] jest dialogiem miłości w Bogu – dialogiem, który jest Bogiem. Słowu ‘Syn’ odpowiada prosty zwrot ’Ojciec’, który został zachowany w oryginale formie aramejskiej w Ewangelii Markowej – ‘Abba’.

Joachim Jeremias podjął się badania tego sposobu zwracania się Jezusa do Boga, i na podstawie studium wykazał, że taka intymność w zwracaniu się do Boga była nie do pomyślenia w środowisku Jezusa. W niej wyraża się ‘jedyność’ ‘Syna’. Paweł informuje nas, że chrześcijanie dzięki obdarowaniu przez Jezusa Duchem Syna mogą mówić: ‘Abba, Ojcze’ (Rz 8:15; Ga 4:6). Przy tym jest czymś oczywistym, że ten nowy sposób modlitwy jest możliwy tylko dzięki Jezusowi, który jako jedyny jest Synem”.[2]



[1] “The word μονογενής (monogenēs) is often thought to spring from μόνος (monos, only) plus γεννάω (gennaō, to beget); and hence its meaning is “only begotten.” Even at the etymological level, the γεν (gen)–root is tricky: μονογενής (monogenēs) could as easily spring from μόνος (monos, only) plus γένος (genos, kind or race) to mean “only one of its kind,” “unique,” or the like. If we press on to consider usage, we discover that the Septuagint renders יָחִיד (yahîd) as “alone” or “only” (e.g., Ps. 22:20 [21:21, LXX, “my precious life” (niv) or “my only soul”]; Ps. 25:16 [24:16, LXX, “for I am lonely and poor”]), without even a hint of “begetting.” True, in the New Testament the word often refers to the relationship of child to parent; but even here, care must be taken. In Hebrews 11:17 Isaac is said to be Abraham’s μονογενής (monogenēs)—which clearly cannot mean “only–begotten son,” since Abraham also sired Ishmael and a fresh packet of progeny by Keturah (Gen. 25:1–2). Issac is, however, Abraham’s unique son, his special and well–beloved son. The long and short of the matter is that renderings such as “for God so loved the world that he gave his one and only Son” (John 3:16, niv) are prompted by neither an inordinate love of paraphrasis, nor a perverse desire to deny some cardinal truth, but by linguistics”. Carson, D. A. (1996). Exegetical fallacies (2nd ed., p. 29). Carlisle, U.K.; Grand Rapids, MI: Paternoster; Baker Books.

[2] Benedykt XVI, “Jezus z Nazaretu”, tom I.

środa, 11 maja 2016

Skała czy kamień?

Już prawie rok minął od czasu, kiedy to nieznany mi młody człowiek nawiązał ze mną kontakt przez internet i zwrócił się do mnie z prośbę o pomoc w odparciu zarzutu, z jakim się spotkał. Napisał:
„Mianowicie filolog antyczny, tłumacz tekstów, mówi, iż jest to imię przymiotnikowe: ‘skalisty, skalny’ podobnie jak ‘Paulos’- ‘mały’. Mówi więc, że ‘Petros to nie skała’ a jeśli już koniecznie w rzeczowniki to: ‘Skalosz, Skalniak’.”
W odpowiedzi przesłałem mu linki do wpisów na moim blogu oraz do strony apologetycznej Marka Piotrowskiego (zamieszczam je poniżej). Po zapoznaniu się z tymi tekstami odpowiedział, że nie ma już żadnych wątpliwości.
Minął prawie rok… i w ostatnich dniach mój fejsbukowy przyjaciel odezwał się znowu:
„Petros to jednak jest kamień a nie skała”. I jako uzasadnienie podał dwa cytaty biblijne:
„Otworzyli tajemne drzwi w suficie i zabili wodza, zrzucając na niego kamienie (πέτρους, czyt. petrus). Potem pocięli ich na kawałki, a głowy odcięli i wyrzucili tym, którzy byli na zewnątrz”. (2 Mch 1:16 BT).
„Widząc gwałtowne postępowanie Lizymacha, jedni pochwycili za kamienie (πέτρους), drudzy za kije, niektórzy zaś nabrali leżącego tam piasku i jeden przez drugiego rzucali na ludzi Lizymacha. (2 Mch 4:41 BT).
Zaczynamy zatem od  początku ;-) Ale najpierw odpowiem na te konkretne, wspomniane powyżej, zarzuty.  Według owego nieznanego z nazwiska filologa greckie słowo „petros” jest przymiotnikiem i znaczy: ‘skalisty, skalny’. W żadnym leksykonie biblijnym nie znalazłem takiego znaczenia. Wszystkie one wskazują na to, że „petros” jest rzeczownikiem rodzaju męskiego oznaczającym „kamień” lub „skałę”. A greckim przymiotnikiem mającym znaczenie: „kamienisty, skalisty, czy skalisty” jest słowo πέτρινος, -η, -ον (czyt. petrinos, ) od słowa „petra”, o czym można się przekonać klikając na ten link: http://www.perseus.tufts.edu/hopper/morph?l=petrinos&la=greek#lexicon 

A teraz przejdźmy do tekstów z Drugiej Księgi Machabejskiej. Tak, trudno dopatrzeć się w tych wymienionych wersetach znaczenia „skała”, i jest oczywistym, że „kamień” to jedyne słowo, które można użyć w tłumaczeniu w tym kontekście. Czy zatem „petros” może oznaczać „skałę”?
W tym miejscu zacytuję protestancki Teologiczny Słownik Biblijny Nowego Testamentu:
„Nie ma ściśle określonej różnicy w znaczeniu pomiędzy tymi dwoma greckimi słowami, chociaż w codziennym użyciu ‘petros’ oznacza raczej wyizolowaną skałę (isolated rock), a ‘petra’ masyw skalny (cliff)”.[i]
Te słowa protestanckiego autora nie są zbyt przekonywujące dla mojego przyjaciela. Dlatego byłem zmuszony poszukać mocniejszego argumentu. I znalazłem go w pismach żydowskiego pisarza Józefa, który żył i tworzył w jęz. greckim w tym samym czasie, kiedy powstawał Nowy Testament. Z jego dzieła „Starożytności żydowskie” przytoczę dwa fragmenty (pierwszy ze słowem „petros”, drugi z „petra”). W pierwszym z tych fragmentów autor przywołuje biblijną scenę śmierci Abimeleka, który zginął zabity „kamieniem od żaren” (Biblia Tysiąclecia) zrzuconym mu na głowę przez staruszkę (Sdz 9, 53). Poniżej oryginał z pisma Flawiusza ze słowem „petros”, a następnie angielskie i polskie tłumaczenie:

§142 τοῦ δὲ βασιλέως ἀκούσαντος
10†     παρὰ τῶν ἀγγέλων ταῦτα καὶ δυσφοροῦντος φάσκοντος
11†     ἁμαρτεῖν αὐτοὺς τῷ τείχει προσβαλόντας, δέον ὑπονόμοις καὶ μηχανήμασιν
12†     ἑλεῖν πειρᾶσθαι τὴν πόλιν, καὶ ταῦτ ̓ ἔχοντας παράδειγμα
13†     τὸν Γεδεῶνος υἱὸν Ἀβιμέλεχον, ὃς ἐπεὶ τὸν ἐν Θήβαις
14†     πύργον ἑλεῖν ἐβούλετο βίᾳ, βληθεὶς ὑπὸ πρεσβύτιδος πέτρῳ κατέπεσε
15†     καὶ ἀνδρειότατος ὢν διὰ τὸ δυσχερὲς τῆς ἐπιβολῆς αἰσχρῶς
16     ἀπέθανεν· (Josephus, F., & Niese, B. (1888–). Flavii Iosephi opera recognovit Benedictvs Niese ... Berolini: apvd Weidmannos.)

“(142) When the king had heard this of the messengers, he took it heinously, and said that they did wrong when they assaulted the wall, whereas they ought, by undermining and other stratagems of war, to endeavor the taking of the city, especially when they had before their eyes the example of Abimelech, the son of Gideon, who would need take the tower in Thebes by force, and was killed by a large stone thrown at him by an old woman; and, although he was a man of great prowess, he died ignominiously by the dangerous manner of his assault.” ( Josephus, F., & Whiston, W. (1987). The works of Josephus: complete and unabridged. Peabody: Hendrickson, (księga VII, rozdział 7, § 142)).
“Wysłuchawszy sprawozdania posłańców, król bardzo był nierad; zganił ich za to, że próbowali wdzierać się na mury, zamiast dobierać się do miasta za pomocą podkopów i machin oblężniczych; powinni byli przypomnieć sobie los Abimelecha, syna Gedeonowego, który podczas szturmu podczas szturmu miasta Teby ugodzony został głazem zrzuconym przez jakąś staruszkę i przy całym swoim wielkim męstwie haniebnie życie zakończył wskutek niefortunnej metody szturmowania grodu”.
Mowa tu o „głazie”, a więc nie o kamyku, ale skoro potrafiła go unieść staruszka, nie mógł być bardzo wielki. Na innym miejscu w tym samym dziele autor przedstawiając podobną scenę do tej opisanej w 2 Mch 1, 16, używa słowa „petra” (w celowniku liczbie mnogiej):

8†     §459 πεπληρωμένων δὲ τῶν οἰκήσεων ὁπλιτῶν καί τινων ἀναφευγόντων
9†     ἐπὶ τὰς στέγας κρατεῖ τούτων, καὶ τοὺς ὀρόφους τῶν οἴκων
10†     ἀνασκάπτων ἔμπλεα τὰ κάτω τῶν στρατιωτῶν ἑώρα ἀθρόων ἀπειλημμένων.
11†     §460 τούτους μὲν οὖν πέτραις ἄνωθεν βάλλοντες σωρηδὸν
12†     ἐπ ̓ ἀλλήλοις ἀνῄρουν· καὶ θέαμα τοῦτο δεινότατον ἦν κατὰ τόνδε
13†     τὸν πόλεμον νεκρῶν τὸ πλῆθος ἀπείρων ἐντὸς τῶν τειχῶν ἐπ ̓
14     ἀλλήλοις κειμένων  (Josephus, F., & Niese, B. (1888–). Flavii Iosephi opera recognovit Benedictvs Niese ... Berolini: apvd Weidmannos.)

“(459) and as the houses were full of armed men,b and many of them ran as far as the tops of the houses, he got them under his power, and pulled down the roofs of the houses, and saw the lower rooms full of soldiers that were caught, and lay all on a heap; (460) so they threw stones down upon them as they lay piled one upon another, and thereby killed them; nor was there a more frightful spectacle in all the war then this, where, beyond the walls, an immense multitude of dead men lay heaped one upon another”  (Josephus, F., & Whiston, W. (1987). The works of Josephus: complete and unabridged. Peabody: Hendrickson, (księga XIV, rozdział 15, § 459-460))

„I kiedy domy wypełniły się uzbrojonymi mężczyznami i wielu z nich wybiegło aż na dachy, [Herod] zdobył domy i zburzył dachy, i zobaczył pomieszczenia poniżej wypełnione stłoczonymi żołnierzami; wtedy rzucali na nich z góry kamienie i w ten sposób zabili ich; Był to najokropniejszy widok w tej wojnie – te ogromne stosy trupów leżące jedne na drugich wewnątrz murów”.
Z pism Józefa Flawiusza wynika, że w jęz. greckim słowa „petra” i „petros” mogły być używane zamiennie; nie tylko „petros”, ale także i „petra” może oznaczać „kamień” czy „głaz” na tyle mały, że można nim rzucić.
______________________________



b It may be worth our observation here, that these soldiers of Herod could not have gotten upon the tops of these houses which were full of enemies, in order to pull up the upper floors and destroy them beneath, but by ladders from the outside; which illustrates some texts in the New Testament, by which it appears that men used to ascend thither by ladders on the outside. See Matt. 24:17; Mark 13:15; Luke 5:19; 17:31.


[i] “The difference in meaning between the two Gk. words is not fixed, though in common Gk. usage πέτρος tends to denote the isolated rock and πέτρα the cliff” (Kittel, G., Bromiley, G. W., & Friedrich, G. (Eds.). (1964–). Theological dictionary of the New Testament (electronic ed., Vol. 6, p. 101). Grand Rapids, MI: Eerdmans.)

sobota, 7 maja 2016

Dzieło zbawcze Chrystusa nie zostało zakończone na krzyżu


Protestanci twierdzą: Dzieło zbawienia Chrystusa zostało zakończone na Krzyżu. To właśnie oznaczają (według nich) ostatnie słowa Pana: „Wykonało się!” (J 13:30 BT). Ostatnio natknąłem się na taką interpretację właśnie dzisiaj czytając książkę „Exegetical Fallacies” D. Carsona. Autor przytacza w niej szereg różnych błędów w interpretacji Pisma św. Pozycja bardzo wartościowa, można się z niej wiele nauczyć (na przykład na temat znaczenia słowa "apostoł"). Ale jednocześnie lektura książki spowodowała we mnie pewien smutek z tego powodu, że jej autor nie dostrzega własnych, oczywistych i, moim zdaniem, większych błędów niż te, które wytyka. Jak można uważać, że dzieło Chrystusa zostało zakończone na Krzyżu? Przecież św. Paweł Apostoł pisze w Liście do Rzymian:

„On to został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia”. (Rz 4:25 BT).

Skoro Chrystus zmartwychwstał dla naszego usprawiedliwienia, to znaczy, że nie tylko krzyżowa śmierć, ale także zmartwychwstanie Chrystusa było potrzebne dla naszego usprawiedliwienia. A skoro tak, to dzieło Chrystusa nie zostało zakończone na krzyżu.
Jeszcze wyraźniejsze są słowa Apostoła Narodów adresowane do Koryntian:

„Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli.  Jeżeli zatem głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania? Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara”. (1 Kor 15:11-14 BT).

To ostanie, podkreślone  przeze mnie, zdanie jest kluczowe. Jest tak ważne, że Apostoł powtarza jego treść trzy zdania dalej:

„Okazuje się bowiem, żeśmy byli fałszywymi świadkami Boga, skoro umarli nie zmartwychwstają, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z martwych wskrzesił Chrystusa. Skoro umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach”. (1 Kor 15, 15:17 BT).

Bez zmartwychwstania Chrystusa (tzn. gdyby nie zmartwychwstał) daremna byłaby wiara i jej nauczanie. Nie wystarczy zatem wiara, że On umarł za nasze grzechy; nie wystarczy wiara, że Jego dzieło na krzyżu zostało zakończone. Dla naszego zbawienia potrzebne było także zmartwychwstanie Pana, i dlatego potrzebne jest głoszenie, że zabity powstał trzeciego dnia z martwych, i potrzebna jest wiara w Jego dokonane i nasze przyszłe zmartwychwstanie.


Zdjęcie: Redemtorystowski Portal Kaznodziejski

Co to znaczy: być "apostołem"?

Co znaczy “apostoł”? W powszechnym przekonaniu “apostoł” to “ten, kto został posłany”. Dlatego Apostołowie Chrystusa to ci, którzy zostali przez Niego posłani. Aż do dzisiaj byłem przekonany o słuszności takiej etymologii słowa „apostoł”. Ale właśnie dzisiaj przekonałem się, że to był błąd. Donald Arthur Carson w swojej książce: „Exegetical Fallacies” na str. 29 pisze: „Istnieją przesłanki uzasadniające twierdzenie, że chociaż słowo ἀπόστολος (czyt: apostolos, = apostoł) wywodzi się z tego samego źródła, co czasownik ἀποστέλλω (czyt: apostello, = posyłam), to jednak użycie rzeczownika nie koncentruje się wokół znaczenia „ten, który został posłany”, ale „posłaniec”. Oczywiście „posłaniec” jest tym, który zazwyczaj został przez kogoś posłany, ale słowo posłaniec przywołuje na myśl także posłanie (przesłanie, wiadomość), które ta osoba niesie, oraz to, że posłaniec reprezentuje tego, który go posyła. Innymi słowy: Sposób, w jaki to słowo jest używane w Nowym Testamencie, sugeruje, że ἀπόστολος (apostolos) zazwyczaj oznacza raczej specjalnego reprezentanta lub specjalnego posłańca,  niż „kogoś, kto został posłany” [1].




[1] “It is arguable that although ἀπόστολος (apostolos, apostle) is cognate with ἀποστέλλω (apostellō, I send), New Testament use of the noun does not center on the meaning the one sent but on “messenger.” Now a messenger is usually sent; but the word messenger also calls to mind the message the person carries, and suggests he represents the one who sent him. In other words, actual usage in the New Testament suggests that ἀπόστολος (apostolos) commonly bears the meaning a special representative or a special messenger rather than ’someone sent out’.” Carson, D. A. (1996). Exegetical fallacies (2nd ed., p. 29). Carlisle, U.K.; Grand Rapids, MI: Paternoster; Baker Books.